NARICO
LISY
Lisy szła powoli po górze. Było jej coraz ciężej. Czuła, że nadchodzi coś złego. Nie lubiła chodzić samotnie, czuła wtedy, że zaraz ktoś ją zaatakuje. Nagle poczuła zapach. Czuła woń róży. Uniosła rękę i choć nie była pewna, kto za nią stoi sprawiła, że nic nie widział. Lisy choć nie do końca wiedziała jak władać swoją mocą, opanowała podstawy. Gdy usłyszała krzyk, obróciła się. Za nią stał wilkołak. Choć był w swojej ludzkiej postaci, spryskany sokiem z róży, poczuła odór wilka. To był chłopak. Miał brązowe splecione w kitkę włosy.Ubrany był w czerwone, bufiaste spodnie. Nagle Lisy przypomniała sobie, że chłopak nie widzi, bo nerwowo zaczął potrząsać głową. Wtedy puściła bezwładnie rękę.
-Kim jesteś?-zapytała, siląc się na mocny głos.
Chłopak nic nie odpowiedział. Skoczył w tej samej sekundzie na Lisy i przekręcił jej rękę do nienaturalnej pozycji. Kość chrupnęła, a chłopak rzucił jej ciało na ziemię. Lisy krzyknęła, a do jej oczu napłynęły łzy.
-Laurent-powiedział uśmiechając się.
BERG
Berg wysunął się cicho zza bramy. Spojrzał na las. Strumyk świecił się w blasku księżyca. Chłopiec miał już ruszyć, kiedy usłyszał znajomy głos.
-Zostawiasz mnie?- zapytał Richie.
Był synem służącej. Zawsze trzymał się Berga. Byli w tym samym wieku, ale z wyglądu byli przeciwieństwami. Richie miał kruczoczarne, krótkie włosy i zielone oczy. Był wysokim dryblasem, więc wszyscy myśleli że miał siedemnaście lat. Był magiem wiatru, choć nikt poza Bergiem tego nie wiedział.
-Wiesz, że tak będzie lepiej- powiedział Berg, choć wcale nie był o tym przekonany.
Richie podszedł i pocałował Berga.
-Nie zostawię cię- powiedział pewny siebie.-Nigdy.
Berg uśmiechnął się i ruszył z Richiem wgłąb lasu.
RED
Będąc magiem krwi, nie ma się czego bać. Red miała to szczęście. Podniosła rękę i usłyszała syk. Zmienni leżeli na ziemi. Jednego Red sparaliżowała,ale reszta nie dawała się tak łatwo. Musiała się namęczyć, choć tak naprawdę uśmiercenie ich zajęło jej zaledwie pół minuty. Popatrzyła na martwe ciała i podeszła do nich. Wzięła wszystko co mogło się przydać. Znalazła nawet zwój. Przeczytała go raz, potem drugi i trzeci, choć wszystko było napisane jasno na białym. Na pergaminie widniały jedynie dwa słowa
Narico powrócił.
TANZANUS
Spojrzał na ciało, ale nie mógł zmusić się do popatrzenia na twarz jego córki. Upadł na śnieg obok Malie i mimo woli obrócił ją. Żyła. Oddychała. Tanzanus wziął Malie na ręce i szybko pobiegł do jaskini, którą widział po drodze. Gdy tam dotarł położył córkę na wcześniej zdjętych z siebie futrach. Rozpalił ogień i pobiegł na polowanie. Wcześniej widział niedaleko las, w którego stronę teraz zmierzał. Wbiegł do niego i usłyszał cichy, ledwo słyszalny szelest liści. Obrócił się i popędził w stronę, z której pochodziło źródło dźwięku. Zobaczył sarnę stojącą przy strumyku i schylił się. Podszedł jak najbliżej i rzucił się na zwierze. Wyjęty wcześniej z pochwy nóż wbił w czaszkę sarny, a gdy upadła wyjął go. Wziął w ręce zwierze i poszedł do jaskini, ale gdy wrócił nie było tam Malie, tylko stróżka krwi od miejsca, gdzie ją zostawił do wyjścia z jaskini.
.