Strony

piątek, 12 czerwca 2015

Narico

NARICO


LISY

   Dziewczyna spróbowała się podnieść, ale wiedziała, że nie da rady. 
-Pomóc?-zapytał Laurent z ironią, pogardliwie na nią patrząc.
Posłała mu tylko zabójcze spojrzenie i podniosła  drugą rękę, aby jej pomógł. Wtedy uśmiechnęła się i oślepiła go.
-Pomóc?-zapytała, próbując się nie śmiać.
-Przestań!-krzyknął Laurent i dotknął swojej twarzy.
-Ani mi się śni piesku-powiedziała Lisy śmiejąc się.
Laurent zaczął nerwowo obracać głowę, a próbując przejść w przód potknął się i przewrócił. Twarzą wylądował w śniegu. Wtedy Lisy parsknęła śmiechem i puściła bezwładnie rękę. Laurent wstał i otrząsnął się z zimna.
-Miałem zamiar ci pomóc, ale nie jestem już teraz tego taki pewien-powiedział patrząc nieufnie w stronę Lisy, nagle uśmiechnął się.-Ale skoro stosujemy podobne metody.
Laurent podniósł ze śniegu Lisy i chwycił ją w ramiona.
-Podejrzewam, że dobrze byłoby znaleźć jaskinię-stwierdził z ironią.
Postawił Lisy na nogi, tak aby mogła się o niego podeprzeć i przemienił się w wilka. Lisy wsiadła na niego, a on pognał przed siebie.
Wiatr szarpał jej włosy, było jej coraz zimniej. Nagle, po pięciominutowej przejażdżce  Laurent zatrzymał  się. Lisy obróciła głowę i zobaczyła jaskinię. Wilkołak zmienił się i wziął Lisy na ręce. Weszli do groty.
Laurent rozpalił ogień, a ponieważ jak się okazało mieszkał tu już od kilku dni, miał tam kilka rzeczy. Miecze, futra, mięso. Podał Lisy skórę sarny, a przynajmniej wydawało jej się, że była to skóra sarny.
-Przepraszam za tamto...-powiedział zawstydzony-Chyba nie mam dobrego doświadczenia z magami-szepnął, a w jego oczach Lisy zobaczyła ukłucie żalu.
-Nic się nie stało, ostatecznie złamałeś mi tylko rękę, którą zazwyczaj władam magią-powiedziała patrząc na niego z uśmiechem.
-Oślepiłaś mnie!-krzyknął, jakby chciał zmniejszyć swoją winę.
-Przepraszam, taki odruch-szepnęła bardziej sama do siebie niż do wilkołaka.
-Właściwie, jak masz na imię?-zapytał spokojnie.
-Lisy-powiedziała dziewczyna.
-Nie widziałem jeszcze nigdy maga jak ty, Lisy-powiedział patrząc na nią przyjaźnie.
-Ja nie widziałam jeszcze tak zawziętego wilkołaka-stwierdziła z udawaną powagą.
-Lisy, musisz pokazać mi rękę-powiedział niepewnie i podszedł do dziewczyny.
Podciągnął jej rękaw, a w chwili gdy to zrobił jego oczy napełnił smutek, przerażenie i szacunek.
-Laurent?-zapytała niepewnie Lisy. a chłopak odsunął się od niej.
-Jak masz na nazwisko, Lisy?-zapytał trochę ze strachem.
-Blackwell. Lisy Blackwell.-powiedziała dziewczyna.
Oczy Laurenta wypełniły się niewyobrażalnym smutkiem. Spuścił w geście bezradności głowę i zamknął oczy.

piątek, 22 maja 2015

Narico

NARICO

 LISY

  Lisy szła powoli po górze. Było jej coraz ciężej. Czuła, że nadchodzi coś złego. Nie lubiła chodzić samotnie, czuła wtedy, że zaraz ktoś ją zaatakuje. Nagle poczuła zapach. Czuła woń róży. Uniosła rękę i choć nie była pewna, kto za nią stoi sprawiła, że nic nie widział. Lisy choć nie do końca wiedziała jak władać swoją mocą, opanowała podstawy. Gdy usłyszała krzyk, obróciła się. Za nią stał wilkołak. Choć był w swojej ludzkiej postaci, spryskany sokiem z róży, poczuła odór wilka. To był chłopak. Miał brązowe splecione w kitkę włosy.Ubrany był w czerwone, bufiaste spodnie. Nagle Lisy przypomniała sobie, że chłopak nie widzi, bo nerwowo zaczął potrząsać głową. Wtedy puściła bezwładnie rękę. 
-Kim jesteś?-zapytała, siląc się na mocny głos.
Chłopak nic nie odpowiedział. Skoczył w tej samej sekundzie na Lisy i przekręcił jej rękę do nienaturalnej pozycji. Kość chrupnęła, a chłopak rzucił jej ciało na ziemię. Lisy krzyknęła, a do jej oczu napłynęły łzy. 
-Laurent-powiedział uśmiechając się.

BERG

  Berg wysunął się cicho zza bramy. Spojrzał na las. Strumyk świecił się w blasku księżyca. Chłopiec miał już ruszyć, kiedy usłyszał znajomy głos.
-Zostawiasz mnie?- zapytał Richie.
Był synem służącej. Zawsze trzymał się Berga. Byli w tym samym wieku, ale z wyglądu byli przeciwieństwami. Richie miał kruczoczarne, krótkie włosy i zielone oczy. Był wysokim dryblasem, więc wszyscy myśleli że miał siedemnaście lat. Był magiem wiatru, choć nikt poza Bergiem tego nie wiedział.
-Wiesz, że tak będzie lepiej- powiedział Berg, choć wcale nie był o tym przekonany.
Richie podszedł i pocałował Berga.
-Nie zostawię cię- powiedział pewny siebie.-Nigdy.
Berg uśmiechnął się i ruszył z Richiem wgłąb lasu.

RED

  Będąc magiem krwi, nie ma się czego bać. Red miała to szczęście. Podniosła rękę i usłyszała syk. Zmienni leżeli na ziemi. Jednego Red sparaliżowała,ale reszta nie dawała się tak łatwo. Musiała się namęczyć, choć tak naprawdę uśmiercenie ich zajęło jej zaledwie pół minuty. Popatrzyła na martwe ciała i podeszła do nich. Wzięła wszystko co mogło się przydać. Znalazła nawet zwój. Przeczytała go raz, potem drugi i trzeci, choć wszystko było napisane jasno na białym. Na pergaminie widniały jedynie dwa słowa
Narico powrócił.

TANZANUS

  Spojrzał na ciało, ale nie mógł zmusić się do popatrzenia na twarz jego córki. Upadł na śnieg obok Malie i mimo woli obrócił ją. Żyła. Oddychała. Tanzanus wziął Malie na ręce i szybko pobiegł do jaskini, którą widział po drodze. Gdy tam dotarł położył córkę na wcześniej zdjętych z siebie futrach. Rozpalił ogień i pobiegł na polowanie. Wcześniej widział niedaleko las, w którego stronę teraz zmierzał. Wbiegł do niego i usłyszał cichy, ledwo słyszalny szelest liści. Obrócił się i popędził w stronę, z której pochodziło źródło dźwięku. Zobaczył sarnę stojącą przy strumyku i schylił się. Podszedł jak najbliżej i rzucił się na zwierze. Wyjęty wcześniej z pochwy nóż wbił w czaszkę sarny, a gdy upadła wyjął go. Wziął w ręce zwierze i poszedł do jaskini, ale gdy wrócił nie było tam Malie, tylko stróżka krwi od miejsca, gdzie ją zostawił do wyjścia z jaskini.

.




sobota, 9 maja 2015

Narico

NARICO


LISY

  Lisy stała na pagórku. Obserwowała wilki szarpiące ciało jej siostry. Śnieg wokół ciała Milly łapczywie pił jej ciepłą, świeżą krew. Widziała dwa wilki walczące o jej serce. To wszystko wina jej macochy.Gdyby nie ona Milly stałaby tu żywa. Nagle Lisy przypomniała sobie wszystko, co się wydarzyło, choć widziała to przed chwilą na własne oczy. Zmienni. Ścigali je. Od początku wiedziały, że nie mają szans. Milly biegła za siostrą spoglądając z niepokojem za siebie.
-Za głaz!-krzyknęła i popchnęła Lisy za wielką skałę. 
To były jej ostatnie słowa. Sekundę później Zmienni odcięli jej głowę. Dwóch dryblasów spojrzało na nią obojętnie i odeszło bezszelestnie. Śmierć siostry wstrząsnęła Lisy, ale nie na długo. Musi uciekać. Jak najszybciej. Do Południowego Królestwa Wody stąd jest jakieś 6 dni drogi-pomyślała Lisy i założyła kaptur. Obróciła się i ruszyła w drogę.                         

BERG   

  Berg spojrzał na budowę. Ten zamek miał być najświetniejszym w królestwie wody. Póki co wyglądał jak opuszczone zamczysko, w którym straszy. Berg mimo tego iż był czternastoletnim chłopcem, był księciem. Władał wodą naprawdę dobrze i szkolił się u mistrza Blacka. Miał niebieskie oczy i włosy o kolorze śniegu. Wyglądał jak prawdziwy mag wody. Nagle usłyszał ciche kroki tuż za sobą. Obrócił się. Ojciec szedł do niego z uśmiechem na ustach.
-Już za dwa miesiące razem z matką zasiądziemy w tym zamku-powiedział do syna.
Berg uśmiechnął się, choć wcale nie był pewny czy chce takiego życia.

RED

  Red szła po górze i myślała. Nie wiedziała ile dni minie zanim dojdzie do Północnego Królestwa Ziemi. Co prawda władała krwią, a nie ziemią, ale nie zamierzała tym się chwalić. Odgarnęła swoje czerwone włosy z twarzy i przystanęła. Spojrzała na stado kozic górskich. Cieszyła się, że w górach nie ma żadnych ludzi. Niestety magów krwi nie traktowano dobrze.Red z zadowoleniem zauważyła przejście między wszystkimi królestwami-Mold. Nagle usłyszała szelest. Obróciła się i zobaczyła trzech Zmiennych z bronią.

TANZANUS

  Tanzanus Sleim... nietypowy mag ognia. Niepozornie wyglądający starzec. Niepozornie. Był najlepszym magiem ognia  w całym królestwie. Nikt nie mógł z nim konkurować. Dokładnie 2 tygodnie temu został wygnany za 'nadużywanie swojej mocy'. Od tamtego czasu tylko bardziej gardził królem i całym tym systemem. Nagle coś przerwało mu przemyślenia drogę zagrodził mu wilczur. Zwierzę stało z wyszczerzonymi  kłami i warczało groźnie. Tanzanus zaledwie spojrzał w oczy bestii, a ta uciekła z podkulonym ogonem. 'Szalone oczy' mówiła o nim matka, kiedy był mały. Miał czerwone tęczówki, świdrujące spojrzenie . Trudno było patrzeć mu w oczy i właściwie nikomu to się jeszcze nie udało poza jego matką. Nikt nie potrafił patrzeć mu w oczy dłużej niż pół minuty. Nagle Tanzanus ujrzał coś błyszczącego w śniegu.Sztylet. Kilka kroków dalej, na śniegu leżało ciało. Tanzanus od razu poznał te złociste włosy.