NARICO
LISY
Dziewczyna spróbowała się podnieść, ale wiedziała, że nie da rady.
-Pomóc?-zapytał Laurent z ironią, pogardliwie na nią patrząc.
Posłała mu tylko zabójcze spojrzenie i podniosła drugą rękę, aby jej pomógł. Wtedy uśmiechnęła się i oślepiła go.
-Pomóc?-zapytała, próbując się nie śmiać.
-Przestań!-krzyknął Laurent i dotknął swojej twarzy.
-Ani mi się śni piesku-powiedziała Lisy śmiejąc się.
Laurent zaczął nerwowo obracać głowę, a próbując przejść w przód potknął się i przewrócił. Twarzą wylądował w śniegu. Wtedy Lisy parsknęła śmiechem i puściła bezwładnie rękę. Laurent wstał i otrząsnął się z zimna.
-Miałem zamiar ci pomóc, ale nie jestem już teraz tego taki pewien-powiedział patrząc nieufnie w stronę Lisy, nagle uśmiechnął się.-Ale skoro stosujemy podobne metody.
Laurent podniósł ze śniegu Lisy i chwycił ją w ramiona.
-Podejrzewam, że dobrze byłoby znaleźć jaskinię-stwierdził z ironią.
Postawił Lisy na nogi, tak aby mogła się o niego podeprzeć i przemienił się w wilka. Lisy wsiadła na niego, a on pognał przed siebie.
Wiatr szarpał jej włosy, było jej coraz zimniej. Nagle, po pięciominutowej przejażdżce Laurent zatrzymał się. Lisy obróciła głowę i zobaczyła jaskinię. Wilkołak zmienił się i wziął Lisy na ręce. Weszli do groty.
Laurent rozpalił ogień, a ponieważ jak się okazało mieszkał tu już od kilku dni, miał tam kilka rzeczy. Miecze, futra, mięso. Podał Lisy skórę sarny, a przynajmniej wydawało jej się, że była to skóra sarny.
-Przepraszam za tamto...-powiedział zawstydzony-Chyba nie mam dobrego doświadczenia z magami-szepnął, a w jego oczach Lisy zobaczyła ukłucie żalu.
-Nic się nie stało, ostatecznie złamałeś mi tylko rękę, którą zazwyczaj władam magią-powiedziała patrząc na niego z uśmiechem.
-Oślepiłaś mnie!-krzyknął, jakby chciał zmniejszyć swoją winę.
-Przepraszam, taki odruch-szepnęła bardziej sama do siebie niż do wilkołaka.
-Właściwie, jak masz na imię?-zapytał spokojnie.
-Lisy-powiedziała dziewczyna.
-Nie widziałem jeszcze nigdy maga jak ty, Lisy-powiedział patrząc na nią przyjaźnie.
-Ja nie widziałam jeszcze tak zawziętego wilkołaka-stwierdziła z udawaną powagą.
-Lisy, musisz pokazać mi rękę-powiedział niepewnie i podszedł do dziewczyny.
Podciągnął jej rękaw, a w chwili gdy to zrobił jego oczy napełnił smutek, przerażenie i szacunek.
-Laurent?-zapytała niepewnie Lisy. a chłopak odsunął się od niej.
-Jak masz na nazwisko, Lisy?-zapytał trochę ze strachem.
-Blackwell. Lisy Blackwell.-powiedziała dziewczyna.
Oczy Laurenta wypełniły się niewyobrażalnym smutkiem. Spuścił w geście bezradności głowę i zamknął oczy.
-Pomóc?-zapytała, próbując się nie śmiać.
-Przestań!-krzyknął Laurent i dotknął swojej twarzy.
-Ani mi się śni piesku-powiedziała Lisy śmiejąc się.
Laurent zaczął nerwowo obracać głowę, a próbując przejść w przód potknął się i przewrócił. Twarzą wylądował w śniegu. Wtedy Lisy parsknęła śmiechem i puściła bezwładnie rękę. Laurent wstał i otrząsnął się z zimna.
-Miałem zamiar ci pomóc, ale nie jestem już teraz tego taki pewien-powiedział patrząc nieufnie w stronę Lisy, nagle uśmiechnął się.-Ale skoro stosujemy podobne metody.
Laurent podniósł ze śniegu Lisy i chwycił ją w ramiona.
-Podejrzewam, że dobrze byłoby znaleźć jaskinię-stwierdził z ironią.
Postawił Lisy na nogi, tak aby mogła się o niego podeprzeć i przemienił się w wilka. Lisy wsiadła na niego, a on pognał przed siebie.
Wiatr szarpał jej włosy, było jej coraz zimniej. Nagle, po pięciominutowej przejażdżce Laurent zatrzymał się. Lisy obróciła głowę i zobaczyła jaskinię. Wilkołak zmienił się i wziął Lisy na ręce. Weszli do groty.
Laurent rozpalił ogień, a ponieważ jak się okazało mieszkał tu już od kilku dni, miał tam kilka rzeczy. Miecze, futra, mięso. Podał Lisy skórę sarny, a przynajmniej wydawało jej się, że była to skóra sarny.
-Przepraszam za tamto...-powiedział zawstydzony-Chyba nie mam dobrego doświadczenia z magami-szepnął, a w jego oczach Lisy zobaczyła ukłucie żalu.
-Nic się nie stało, ostatecznie złamałeś mi tylko rękę, którą zazwyczaj władam magią-powiedziała patrząc na niego z uśmiechem.
-Oślepiłaś mnie!-krzyknął, jakby chciał zmniejszyć swoją winę.
-Przepraszam, taki odruch-szepnęła bardziej sama do siebie niż do wilkołaka.
-Właściwie, jak masz na imię?-zapytał spokojnie.
-Lisy-powiedziała dziewczyna.
-Nie widziałem jeszcze nigdy maga jak ty, Lisy-powiedział patrząc na nią przyjaźnie.
-Ja nie widziałam jeszcze tak zawziętego wilkołaka-stwierdziła z udawaną powagą.
-Lisy, musisz pokazać mi rękę-powiedział niepewnie i podszedł do dziewczyny.
Podciągnął jej rękaw, a w chwili gdy to zrobił jego oczy napełnił smutek, przerażenie i szacunek.
-Laurent?-zapytała niepewnie Lisy. a chłopak odsunął się od niej.
-Jak masz na nazwisko, Lisy?-zapytał trochę ze strachem.
-Blackwell. Lisy Blackwell.-powiedziała dziewczyna.
Oczy Laurenta wypełniły się niewyobrażalnym smutkiem. Spuścił w geście bezradności głowę i zamknął oczy.